Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
481 postów 1352 komentarze

par excellence

Wiktor Smol - Copyright © 2011-2018 Wiktor Smol

Bajka nie bajka. Rzecz druga i następne

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Z całości wyłania się obraz Stwórcy, którego jedni nazywają Bogiem inni Buddą – o Żydach się nie wypowiadam, bo oni nie mają żadnego boga, nie mają też serca i duszy...

 

 

Życie ma to do siebie, że (stety niestety) kiedyś się kończy, czy tego chcemy czy nie. Wystarczy, że uleci z nas dusza (to taka magiczna bańka „próżniowa” podobna do tej ze starych żelazek) i reszta z miejsca przestaje mieć jakąkolwiek wartość. No chyba, że w porę uwiną się handlarze organami, to w przypadkach, kiedy ciało opuszczone przez duszę, przed wymeldowaniem się tej pierwszej,  było sprawne, a jego (ciała) organy działały bez większych zastrzeżeń.
To jak na przysłowiowym szrocie, tyle tylko, że o wiele drożej i „części” zamiennych mniej. Oczywiście w żaden sposób nie próbuję upraszczać tematu i człowieka porównywać do samochodu, czy innej maszyny. Ten (człowiek) nadal (jeszcze) pozostaje w pewnym sensie unikatowy i podobnie jak większość pozostałych gatunków na Ziemi ma podobne DNA.

Z całości wyłania się obraz Stwórcy, którego jedni nazywają Bogiem inni Buddą – o Żydach się nie wypowiadam, bo oni nie mają żadnego boga, nie mają też serca i duszy, mają za to coś innego, ale nie o tym nie o tym.

Jeśli już jesteśmy przy Stwórcy i wiemy, że większość istot na tej planecie ma wspólne DNA, to istnieje mocna podstawa aby uznać, że Stwórca, wbrew temu co sądzą komuniści, pedały i cykliści, istnieje. Że stworzył nas na podobieństwo swoje – i zrobił to wszystko z jednego lepiszcza jak dajmy na to robi się różne ludki i stworki z plasteliny, tyle tylko, że w te ludki i stworki nikt, oprócz Stwórcy, nie potrafi tchnąć życia. Bo życie, co powszechnie wiadomo, to dar.  A jeśli dar to Bogowie, a jeśli bogowie to na pewno nie Żydzi. A jeśli nie Żydzi, to Niemcy też nie. Aż się uśmiałem. Jedni i drudzy mają inne od reszty(?) DNA. Pierwsi w linii męskiej rodzą się bez napletków, drudzy – nie dość, że w większości są niepodobni do reszty mieszkańców Europy, to na dodatek rodzą się ze swastyką. I piersi i drudzy nie kochają się wzajemnie raczej, a już na pewno nie kochają całej reszty ludzi.

Jest jeszcze kilka spraw istotnych z punktu widzenia ratowania ludzkości przed niechybnym końcem. Np. taki Noe, to ten specjalista od Arki jak by ktoś nie wiedział, co uratował przed zemstą Boga wyselekcjonowane zwierzęta biorąc je po parze (taki był nietolerancyjny, no popatrz, no toż to skandal, nieprawdaż?) z każdego gatunku.

A może cała ta historia o Noe ma zupełnie inny wymiar i Noe wcale nie miał misji ratowania tej lepszej części ludzkości lecz udał się w drogę morską z bardziej błahego powodu; miał dość swojej gderliwej żony: miał już dość słuchania jej gadulstwa, jej widoku, miał dość kobiety, która byłą równie wrażliwa, jak nie przymierzając, Wellman i kiedy rzucił pod jej adresem uszczypliwość co do jej urody to ta zaraz poleciała do Boga (trzeba wiedzieć, że wtedy jeszcze nie działały żadne spółdzielnie sądowe), a ten sprawy nie mógł rozpatrzyć bowiem zajęty był sprowadzaniem dreszczów z całej Galaktyki i sąsiedztwa.  A może Noe miał też serdecznie dość jej zmienności: a to zimno, a to gorąco, a to nie tak, a to siak.
Skąd mógł wiedzieć, że Bóg w swoim planie powziął decyzję o uprzykrzeniu życia facetom i uzbroi kobietę w coś, co wtedy jeszcze nie było nazwane, a dziś nosi nazwę: menopauza, z której powodu stare chłopy uciekają do młodych cip.
A może ta kobieta Noego, oprócz wspomnianej Wellman, miała w sobie jeszcze coś, coś z Senyszyn? Co sprawiło, że Noe ucieszył się z faktu, że ta urokliwa kobieta z melodią w głosie uznała go za szaleńca i nie chciała wsiąść na Arkę? Któż to wie. W każdym bądź razie było to rękę Noemu z tych dwóch przynajmniej powodów: nie to nie – niby to obrażony burknął pod nosem i nakazał  synom wciągnąć trap na pokład i popłynął bez niej, i stąd zapewne w Biblii nie znajdujemy imienia żony Noego.

A może było zupełnie inaczej i Noe, jak na przyzwoitego faceta, męża i ojca i troskliwego opiekuna życia całego przystało, zebrał się w sobie i postanowił świat uratować przed zemstą Boga, o co zresztą TEN Noego poprosił. Zatem wybrał po jednej parze – znowu te pary – zwierząt zamieszkujące Ziemię i choć nie miał żadnej fundacji i nie miał licencji na przewóz drogą morską, nie miał certyfikatu UniPejskiej dotyczącej sposobu obchodzenia się ze zwierzętami, nie był też dyrektorem ZOO; nie należał do żadnego stowarzyszenia np. „Uczciwi inaczej”?
Ot był jaki był, a takiemu nie wszystko było jedno. Nie przeszkadzał Noemu ani wygląd ani skrzypliwość głosu jego wybranki, dawał sobie radę z jej humorami. Tylko jedna rzecz zdziwiła „kapitana” Arki; kiedy oszalałe wody opadły i skorupa pod wodą się nie zawaliła nie wciągając całości do piekła – widać w piekle potrafili postawić solidny kaszt – ukazał się ocalałym ląd, a kiedy już przybili do brzegu ujrzeli rzecz pierwszą, drugą i następne:

na brzegu stał lombard z szyldem: „U Źida”; kawałek dalej budynek z napisem: „Gestapo” i już miał zejść na suchy ląd, kiedy dobiegły go odgłosy wszystkich wojen i okropności z nimi związane. Kotwica już miała dobić dna, kiedy Noe nakazał wciągnąć ją na powrót – i wrócili na głębokie wody wzburzone gdzieś w okolice Przylądka Burz dziś znanego jako Przylądek Dobrej Nadziei.

KOMENTARZE

  • Tak
    To nie jest bajka, to jest nasze życie - nasz byt.

    "Lecz choćby przyszło tysiąc atletów. I każdy zjadłby tysiąc kotletów,. I każdy nie wiem jak się wytężał,. To nie udźwigną, taki to ciężar."

    Ciężar dla mózgu jest za wielki ...

    pozdrawiam
  • @Zorion 18:26:09
    Wzajemnie :)

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

ULUBIENI AUTORZY